W początek zawsze wpisany jest koniec. Zawsze. Tak już jest. Nie zawsze musi to być koniec ostateczny, czasem to bywa po prostu koniec danego etapu i przekształcenie się go w inny. Czasem jednak bywa i koniec ostateczny, gdy kres wszystkiego i zanik. Jedną z największych moich życiowych lekcji, wynikających z kończenia się, jest sztuka rezygnacji. Odwagi rozpoznawania końca, odwagi nazywania go i pozwalania sobie odejść, komuś odejść lub czemuś wybrzmieć do cna. „Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść”. No właśnie. Sztuka rezygnacji. Pożegnać. Coś. Kogoś. I siebie, jaką byłam w tym i życie jakie było z tym. Pożegnać i puścić i odejść. To nie jest czas fanfarów, to raczej nie jest czas ulubiony przez ludzi, ale to bardzo ważny i konieczny czas. Śmiem twierdzić, że życiozmienny. Łatwiej jest kończyć, żegnać to, co nam ewidentnie szkodzi. Relacje, zawody, aktywności, nawyki, ludzi. Wówczas łatwiej kończyć i odchodzić. Wsparta o dowody na słuszność decyzji. O wiele trudniej ż...
Komentarze
Prześlij komentarz