Posty

Efekt WOW

Rozkwitnie kojarzy mi się z uwolnieniem z pąka  przepięknego kwiatu. Wszyscy oczekują go i bardzo cieszą się kiedy w końcu to nastąpi. A najlepiej, żeby było to już i teraz. Ale tak naprawdę rozkwitanie to jest tylko końcowy etap wielkiego  procesu. Począwszy od trafienia nasiona w odpowiednio żyzną glebę, kiełkowanie, wzrostu i wykształcenia się systemu korzeniowego, łodygi i liści a dopiero pojawia się pąk i następnie kwiat. Ponadto procesom tym muszą sprzyjać odpowiednie warunki tj. pogoda, wilgotność, żyzna ziemia czy ogólnie mówiąc czynniki zewnętrzne. Wcześniejszych procesów nie zauważamy i nie doceniamy, bo są one niewidoczne dla oka, w ziemi. Nie jesteśmy świadomi ile czasu i energii takie nasiono musi poświęcić aby wydać piękny kwiat. A w życiu jak jest?  Otoczenie oczekuje niecierpliwie na efekt samego rozkwitu. Jeśli go nie ma to jesteś niewidoczny, mdły. Sam proces dojścia do etapu rozkwitu nikogo nie interesuje. Mało tego, nie widząc pąka istnieje...

Trudny czas

Wiosenne rozkwitanie - czas zmian, włączenia drugiego biegu.  Ciężki czas. Niby to zimowe przebudzenie.. niby wiosna, ale jakoś ciężko. Nie ja pierwsza i nie ostatnia, ktora tak właśnie się ma. Wisi nade mną widmo obowiązków, pracy nie ubywa i tak tylko ostatkami sił wyrywam z doby sekundy dla siebie. I to zmęczenie, jeszcze pogrypowe nie dojście do siebie i ogólne przeładowanie. Tak chyba musi być. Jak ten kwiat co z pąku musi się wyrwać i ja muszę napracować się, by sie w końcu rozwinąć. I ten trud się opłaci - taką mam nadzieję. Trudny czas dla wielu z nas. Gdzie siła i motywacja nas opuszczają, a skrzydła powoli nie daja rady nas nieść. Dobrze, że nie jesteśmy same, że obok nas są kobiety co rozkwitły lub rozkwitaja z nami i z nami są by się nawzajem wspierać. W podziekowaniu moim wspaniałym kwiecistym Motywatorkom - Kruk

Czuć.

Rozkwitanie kojarzy mi się z wiosną, z budzącą się do życia przyrodą. Na samą myśl o wiośnie czuję świeży powiew cieplejszego wiatru na policzkach, widzę jasne zielenie i białoróżowe kwiaty drzew owocowych, słyszę poranny śpiew ptaków. Ogarnia mnie uczucie nieopisanej błogości, delikatności i tkliwości, a jednocześnie jest w tym niecierpliwość i pragnienie, żeby już było nowe, podniecenie wywołane oczekiwaniem na coś ekscytującego i pięknego. Myśląc o tym, ze zdziwieniem odkryłam, że mimo tego, że jestem osobą mocno ucywilizowaną i dość racjonalną, ten stan czuję w sobie zupełnie fizycznie. To jest taki czas, w którym czuję puls ziemi. Uświadomiłam sobie, że jest we mnie jakaś pierwotna siła, która każe mi porywać drzewa w objęcia, sprawia że, płaczę ze szczęścia, gdy wiatr czesze mi włosy a krople ciepłego deszczu pieszczą skórę. Chce mi się rozrzucić ramiona i kręcić wkoło patrząc w niebo albo klęknąć i wąchać ziemię. Razem z wiosennym słońcem wstępuje we mnie nadzieja, dostaję...

Wiosna tuż tuż

Obraz
Wiosna tuż tuż. Już widać pierwsze oznaki wiosny. Zauważam już sygnały dawane przez przyrodę, że zaczyna się nowy cykl życia. Budzi się nowe. Zaczyna się od deszczu, który zmywa stary brud, pokrywę śnieżną, od cieplejszego powiewu wiatru, od pączków na gałęziach drzew, od rozkwitu kwiatów. Zastanawiam się nad tym czy w naszym życiu też taki proces zachodzi? Zimowa aura powoduje, że nic nam się nie chce, jesteśmy ociężali, grubsi i niezbyt pozytywnie nastawieni do życia. Jednak pojawia się coś w rodzaju deszczu – taki przebłysk wewnętrzny - skonfrontowanie się ze sobą i własnymi słabościami, niemocami, wyglądem, nałogami. I myśl – nie chce tak dalej. Następuje mocne postanowienie poprawy – dieta, ćwiczenia, siłownia, rzucanie palenia itp. bo w końcu idzie wiosna i trzeba jakoś wyglądać. Potem zmiana garderoby, może fryzury by w końcu rozkwitnąć i pokazać się światu w pełnej okazałości. Ja jednak się zastanawiam nad sensem takich zmian jeśli nie idą one w ...

Przedwiośnie

Obraz
Za oknem malowniczy zimowy krajobraz powoli przybiera brunatny kolor. Pojawiają się szarości, odcienie czarnego, brunatnozielonego. Śnieg   ginie wręcz w oczach. Woda stojąca na ścieżkach utrudnia wędrówkę. Buty szybko robią się mokre. Cóż.   Przedwiośnie! A co u mnie? Też przedwiośnie. Sprawy zaległe, nierozwiązane ciągną się za mną nieustannie. Nie jestem gotowa jeszcze, aby je definitywnie odciąć. Przez to bagaż spaw wciąż narasta aż momentami czuję się jak wielbłąd przytłoczon a problemami – negatywnymi myślami . Powoli snuj ę się po pustyni krok za krokiem nie widząc celu. Idę aby iść. Dzień za dniem. Aby do wiosny.  Czuję, że jest mi z tym źle. Dodatkowo towarzyszy mi lęk.   Łatwo powiedzieć: „To zmień to!”. U mnie ze zrobieniem jest gorzej. O wiele trudniej. Ten pierwszy krok jest bardzo trudny. Zanim go zrobię, przygotowuję się sama w sobie, robię burzę mózgu, analizuję za i przeciw, ba a nawet   w poprzek. Nieustannie myślę o tym, ale nie rob...

O ocenianiu i BABIE Z WARZYWNIAKA

Dziś z przymrużeniem oka o ocenianiu i BABIE Z WARZYWNIAKA. Nie oceniam. Pierwsze co pomyślałam to: "o jaka dobra zasada, jaki mądry, szlachetny człowiek. Też spróbuję" No ale, co to znaczy - nie oceniam? Długo o tym myślałam i ganiłam siebie na każdym kroku, bo wciąż łapałam się na tym, że coś poddaję błyskawicznej ocenie i mam wkurwa, bo mnie po prostu rusza wiele. No jak na Boga, nie oceniać? To, że BABA burknęła na mnie w warzywniaku, to mi się nie podoba ewidentnie. A ona na mnie burknęła, bo ja jej się z jakiegoś powodu nie spodobałam (oceniła i tak zareagowała). Może dlatego, że przyszłam, a może bom szczuplejsza, a może młodszam, a może.....dostałam rykoszetem. Wyszło mi, że w takich sytuacjach, nie ma – nie oceniam! Oceniam i jeszcze bezczelnie śmiem stwierdzić, że to nic złego! Bo ważne, jak interpretuję i co robię z tym wynikiem oceny. Ważne czy burknę, do BABY Z WARZYWNIAKA, cytując klasyka „spieprzaj BABO!”, czy ją oleję, czy np. wzniosę ...

W Biegu

Wciąż w biegu próbująca nadążyć za własnym cieniem. Spełniam marzenia. Ileż ja ich mam? Czasami myślę że mogłabym swoim zapałem, dążeniami obdzielić kilka osób. Żyję. Czuję że pełną piersią. Moje Flow gna mnie do przodu, wciąż do góry, zaczynam latać. Hm, jak po niezłej dawce kofeiny, tak endorfiny dodają mi skrzydeł. Czasem jednak ptak obniża lot, zawija do gniazdka, ciepła i bliskich. Potrzebuję odetchnąć i nastroić się spokojem. Odpoczywam, nabieram sił.   Czuję że jestem w fazie latania i chęci wzbicia się jeszcze wyżej, kiedyś pomyślałabym - Uważaj im wyżej tym boleśniejszy upadek. Dzisiaj - Leć! Lataj! Co zobaczysz, poczujesz to Twoje. Bierz garściami! I tak codziennie mierzę wyżej, bywa że mam awarię skrzydła , ale twardy lotnik ze mnie więc lecę dalej, znowu ku nowemu , aby znaleźć najlepsze. Wiedźma